czwartek, 20 października 2016

Rozdział 26 1/2

Przepraszam ale szkoła... dobija...
KIN
Następnego dnia, rano.
Obudziła się cała obolała,  uśmiechnęła się pod nosem. Dotknęła pościeli, Sebastiana nie było. Westchnęła.
 Przed oczami miała sytuacje po spotkaniu się z „Mistrzem”.  Dalej czuła na sobie dłonie Sebastiana, usta na szyi i nie znane uczucie, które pierwszy raz doświadczyła. Po jej plecach przeszedł przyjemny dreszcz. Otworzyła oczy. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Wszędzie leżały jej rzeczy. Zsunęła kołdrę i poczłapała do łazienki. Podeszła do lustra i odwróciła się plecami.  Odwrócona V dalej znajdowało się na łopatkach. Nie tylko blizna przyciągała wzrok, runy wypalone na skórze też. Próbowała cokolwiek sobie przypomnieć, lecz irytująca pustka dawała sobie we znaki.
   Przetarła twarz dłonią. Napełniła wannę wodą, nie zważając na temperaturę weszła do niej po samą szyje. Zabrała gąbkę z półki, wybrała ulubiony żel pod prysznic i namydliła ciało.  Nie starając się o delikatność wyszorowała całe ciało. Postanowiła od dzisiaj dbać o siebie, aby Sebastian był z niej dumny. Przyszła pani Morgenstern. Wyszła z wanny, gdy woda zrobiła się zimna. Wytarła się puchatym ręcznikiem, ubrała na siebie strój nocnego łowcy, którego nie było jak weszła do łazienki. Pewnie  ukochany przyniósł jej jak pływała w marzeniach. Materiał był przyjemny w dotyku.  Rozczesała długie włosy i splotła w dwa warkocze. Gotowa wyszła z łazienki, stamtąd skierowała się do kuchni. Gdzie czekał na nią chłopak z duszą demona.
-Jedz.- rozkazał.
Zieleń została zastąpiona czerwienią. W duchu westchnęła. Posłusznie zjadła obfite śniadanie.  Po czym za „prośbą” białowłosego do pokoju, który zawsze był dla niej zamknięty.  Z kieszeni wyciągnął szary klucz i wysunął do środka. Usłyszawszy charakterystyczny dźwięk popchnął drzwi.  Na widok pokoju dziewczyna rozszerzyła oczy ze zdziwienia. Pokój (wielkości salonu) był pełen broni od sztyletów do długich mieczów.  Dziwne ciepło rozlało się po ciele. Nie zwracając uwagi na Sebastiana zaczęła pakować w siebie broń do poszczególnych przegródek, kieszeń, butów i tym podobne.  Gotowa, uniosła dumnie pierś i spojrzała na Sebastian, który miał trudną do odgadnięcia minę.
-Jestem gotowa.
-Brakuje ci tylko jeszcze jednej rzeczy.
-Jakiej?- wyciągnął z kieszeni długi przedmiot, który na początku wyglądał jak kredka świecowa powiększona kilkakrotnie.
-Stela, należała do mojej matki* Chcę, abyś ją miała. Nie przyjmuje od mowy.- warknął, po czym dał stele brunetce.
-Dziękuje- spojrzała z czułością na przedmiot i schowała go do wolnej kieszeni.
-Zaraz czarownik przeniesie cię do wejścia do Miasta Kości, tam musisz odebrać własność Valentine, czyli miecz Anioła…
-Ty nie idziesz ze mną- spytała zaskoczona.
-Mam w sobie…- głos załamał mu się-… za dużo krwi demona na wejściu mogliby mnie złapać.
-Och.- zasmuciła się.
Jednym susem znalazł się koło i oparł czoło o jej. Serce zabiło jej szybciej. Przy nim nie mogła racjonalnie myśleć. Brakowało jej tchu, pragnęła go znowu. Pragnęła go zawsze.
-Uważaj na siebie- pocałował ją w czoło i popchnął w bramę, która pojawiła naprzeciwko nich.- Przyszła pani Morgenstern- wyszeptał.
Zamknęła oczy.  Była zaskoczona. Wir bramy porwał ją. Mimo zamkniętych oczu, widziała kolory.  Nieprzyjemny ucisk w żołądku trwał do końca podróży. Po chwili  leżała na grobie jakiejś starszej pani. A dokładnie Pani Pomfrey, urodzona w 1875 a zmarła 1955.Natychmiast wstała. Rozejrzała się po cmentarzu.**   Był wczesny ranek słońce walczyło z chmurami. Więc było mało prawdopodobne, że ktoś ją tutaj znajdzie. Była sama.   Poczuła się wolna.
-Kin ogarnij się. Masz zadanie do wykonania- ale czy na pewno robie właściwie?
Odnalazła anioła i przekręciła kielich.  Nikt nie mówił jej jak ma się tam dostać, używała instynktu, który na razie jej nie zawiódł zobaczmy co będzie później. Wzięła głęboki oddech. Wyciągnęła miecz i weszła do środka.  Korytarze oświetlały pochodnie.  Dziękowała sobie w duchu za zabranie kamienia, który oświetlił drogę. Czuła, że coś jest nie tak. Nie mogło być tak prosto ktoś powinien ją złapać. Przecież to Miasto Kości!   Najbardziej strzeżone miejsce na świecie zaraz po Idrysie.  Opuszkami palców dotykała szczątek poległych nocnych łowców, czuła siłę bijących od nici h. Każdy Nelfin miał swoją historie, która zostanie nigdy nie odkryta przez zwykłego człowieka. Każda kropla krwi ukryta przed ludźmi. Demony nie znają litości…
 Po dłuższym czasie trafiła do pomieszczenia, gdzie czekał wyznaczony przez Mistrza cel.  Powieszony był na środku. Podeszła do niego i spojrzała w górę.  Nagle wszystkie pochodnie buchnęły większym ogniem niż wcześniej. Krzyknęła zaskoczona, gdy  wysokiego postacie pojawiły się znikąd. Sparaliżowana wypatrywała się w Cichych Braci. Jeden z nich ściągnął kaptur. Gdy dziewczyna zobaczyła jego twarz pragnęła zamknąć oczy ,lecz tego też nie mogła zrobić, jakaś niewytłumaczalna siła zmuszała ją  do posłuszeństwa.
Czas abyś poznała prawdę o sobie córko Razjela






*Matka Clary i Sebastiana miała dwie stelę, jedna posiada Clary, a drugą ma oficjalnie Kin, która należała do blondyna.   

** Wejście inspirowane filmem Miasto Kości.

sobota, 17 września 2016

Rozdział 25

SEBASTIAN
Zrobił wszystko by przedłużyć nie przyjście na spotkanie. Miał w planach odkurzyć pustynie,  która była za oknem lecz wiedział, że obowiązki są ważniejsze. No cóż… niech Litlich ma go w opiece. Valentine stał w kręgu tak jak go zostawił. Z daleka mógł dostrzec pogardę kierowane w jego stronę. Schował swoje „ludzkie” uczucie i podszedł na tyle blisko kręgu by wyczuć typową dla demonów padlinę.
-Ile można czekać? – spytał Valentine.
-Wybacz ojcze, miałem dużo spraw do załatwienia.
Mogło się wydawać, że były nocny łowca westchnął bądź prychnął.  Ciężko określić, struny głosowe, które uległy zniszczeniu, wydawały jazgot podobny do umierających demonów. Słodko prawda?
-Za dawnego życia byłem cierpliwym lecz teraz pragnę ją zobaczyć. Mój powrót na Ziemie! Przyprowadź ją Sebastianie. Potępieni czekają!
Ukłonił się i jak najszybciej opuścił pomieszczenie. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że przez dłuższy czas wstrzymywał oddech.  Oparł się o najbliższą ścianę.  Włosy opadły mu na czoło, nie miał sił ich poprawić. Zawsze brakło mu sił na spotkanie z ojcem. Jakby ktoś lub coś… wysysało z niego demoniczną moc. Machnął ręką. Może mu się przywidziało? Wzruszył ramionami.  Dzięki rozwiniętemu słuchu mógł co dokładnie dziewczyna robi. Bardzo przydatne.  Wyciągnął stele i na ramieniu nakreślił runę dzięki, której mógł podejść  do obiektu bez żadnych zmartwień, że zostanie usłyszany.   W kilku krokach znalazł się przed salonem gdzie czarownica ubrana była w białą sukienkę, na nogach miała zwykłe trampki  a włosy związała w koka. Runy idealnie były teraz widoczne. Sebastian nie zdawał sobie sprawy, że oblizuje wargi. Dziewczyna odłożyła worek na śmieci i wytarła mokre od potu czoło. Usiadł na fotelu i przymknęła oczy.  Chłopak z duszą demona mógł przestudiować rysy twarzy Kin. Jego serce zabiło szybciej, gdy ciemno-zielone oczy spojrzały w jego stronę. Przybrał jedną ze swoich mask. Wolnym krokiem podszedł do dziewczyny i złapał ją za nadgarstek.  Nie zwrócił uwagę na syknięcie czarownicy, która nie ukrywała bólu.
-Idziemy- warknął. 
Posłusznie ruszyła za nim. Musiała za nim wręcz biec. Może i była wysoka ale jej 185 a  2 metry robią wielką różnice zwłaszcza pomiędzy płcią.  Sebastian (nie okłamujmy się) jest dobrze zbudowany.  Ściągnął z szyi wisiorek, na którym widniał klucz. Włożył go i przekręcił dwa razy.  Czarownica rozmasowała nadgarstek, który miał kilka siniaków, westchnęła w duchu. Ciężko było kochać kogoś, kto nie rozumie miłości.  Od razu w oczy rzuciła się jej postać w kręgu. Wydawała się jej dziwnie znajoma. Cofnęła się o krok pragnąc uciec z pomieszczenia lecz klatka piersiowa Sebastiana  nie umożliwiła planu.
-Podejdź dziecko.- zrobiła niepewny krok w stronę demona.
-Kim ty jesteś?- wydusiła w końcu.
-Jestem osobą, która ci powie kim jesteś, kto jest twoim rodzicem, ale zanim to zrobię… Przedstawię się. Jestem Valentine.
-Wiesz kim jestem?! Skąd…? Ale jak?
-Usiądź.
Odwróciła się. Zobaczyła za sobą fotel, patrząc Valentine w „oczy” oczekiwała z wielką ciekawością. Nie pamiętała nic odkąd obudziła się w pokoju. Pragnęła wiedzy, której jej zabrano.
-Nazywasz Kunegunda twe nazwisko nigdy nie było ci potrzebne. Jesteś wysłannikiem niebios, niegdyś pierwsza żona Jonathana wróciłaś na ziemie, aby uratować ludzkość.  Tak naprawdę nigdy nie miałaś rodziców, przez Anioła Razjela „podrzucona” do sierocińca,  abyś nauczyła się ludzkich uczuć…  Jednak nie spełniłaś swojego pierwszego zadania, zbrukana zostałaś krwią podziemnego, który nauczył się samych negatywnych cech.  Wszystkie przeżycia (od Autorki: niedoszły gwałt) miały nauczyć cie skruchy, jaki prawdziwy anioła powinien zaznać.   To nie wszystko…  Wyczuwam w tobie  krew Lucjusza.  Anioła, który gardził ludźmi… Wszystko się zgadza…
-Czyli jestem…
-Anioł zbrukany krwią potępionego, który musi odkupić swojego grzechy poprzez uratowania mnie. Zostałem  wrobiony, musisz mnie uratować aby wrócić do swojego prawdziwego domu.
Dziewczyna odpędziła chęć syknięcia z bólu, Sebastian wpił palce w jej ramie. Była pewna na sto procent, że jutro będzie miała siniaki.
-Od teraz mówi mi Mistrzu.- dziewczyna poczuła  ból w sercu, nie mogła zrozumieć czemu.
-Co mam zrobić… Mistrzu?
-Sprowadź mi miecz Anioła, który został ci zabrany. Przynieś mi i zbrukaj swoją krwią krąg a twe grzechy zostaną odpuszczone. Użyj mocy, która została ci przeznaczona. Używaj w nagłych przypadkach.  Wystarczy jedna chwila, aby zostać wyrzuconym z raju.  Bądź błogosławiona jak twoja misja.
-Dziękuje Mistrzu. – uklękła na jedno kolano i pochyliła głowę.
Po czym wyszła z pokoju wiedząc, że czas, który był jej poświęcony został wyczerpany. Szybkim krokiem ruszyła do pokoju. Nie sprawdzając czy drzwi  są zamknięte. Rozebrała się do bielizny i obróciła plecami do lustra.  Znała każdy zakątek swojej skóry aż do teraz… Na łopatkach były wyryte odwrócone V, które nie wyglądało zaciekawienie. Samo patrzenie sprawiało ból. 
-Czemu ci nie wierze mistrzu?- szepnęła,
-Kin?- porwała z łóżka pierwsza lepszą  rzecz i  przykrywała półnagie ciało.
Cała czerwona ze wstydu wpatrywała się w Sebastiana, który też był zaskoczony. Zamknął za sobą drzwi i wolnym krokiem podszedł do dziewczyny. Jego zielony oczy wpatrywały się z pożądaniem.  Wyrwał ubranie, które kurczowa trzymała. Dłonie położył na biodra i schylił głowę. Szepnął jej dwa słowa, które sprawdziły, że dziewczyna miała nogi jak z waty:
-Jesteś moja.



wtorek, 30 sierpnia 2016

Rozdział 24

Zanim przeczytasz rozdział zerknij na ten krótki fragment z szóstej części Darów Anioła. Zrozumiesz wiele  rzeczy w tym… Sebastiana. Może. Uwaga są to urywki fragmentów! Pisałam z książki więc mogą się pojawić błędy.
„ Anioł- powiedziała Clary.- Jak miał na imię?
Zaskoczony Sebastian wahał się przez chwilę.
-Anioł?
-Ten, któremu obciąłeś skrzydła i wysłałeś je do Instytutu. Ten, którego zabiłeś.
-Nie rozumiem.  Co za różnica?
-Owszem, nie rozumiesz- stwierdziła Clary. – To, co zrobiłeś, jest zbyt straszne, żeby wybaczyć, a ty nawet nie wiesz jak straszne.  I właśnie dlatego nie. Dlatego nigdy. Nigdy ci nie wybaczę. Nigdy cię nie pokocham. Nigdy.”
„-Ale to jest nasza krew.- Sebastian kładł nacisk na każde słowo.- Zresztą, ty przyjęłaś miecz. Chciałaś go. […]
-Kłamiesz, kiedy mówisz, że nigdy mnie nie pokochasz. Że jesteśmy różni. Kłamiesz tak samo jak ja…
-Przestań, Zabierz ode mnie ręce.
-Ale ty jesteś moja. Chcę, żebyś… potrzebuje…”
„-Chcesz, żeby ona chciała pójść z tobą. Wszyscy w twoim życiu tylko tobą gardzili. Matka. Ojciec. A teraz twoja siostra. „
-Nawet w snach nie jesteś sam. […] Ale jak znajdziesz kogoś, kto cię zrozumie? Ty nie wiesz, co to miłość. ‘’





KIN
Obudziła się wypoczęta.  Ciepło bijące od chłopaka sprawiało, że czuła się jak w domu. Uśmiechnęła się. Pocałowała go w obojczyk i obróciła się na bok.  Sebastian mruknął przez sen i przytulił się do pleców dziewczyny, szczelnie owijając ją nogami. Po dłuższym czasie w jednej pozycji obróciła się twarzą do chłopca  z duszą demona.  Palcem wskazującym jeździła po policzku, kącikach ust. Serce zabiło szybciej, gdy ujrzała duże zielone oczy, lekko zamglone.  Obserwował każdy jej ruch.
-Jesteś piękny- szepnęła.
-A ty moja- powiedział z seksowną chrypą, na jej policzkach pojawiły się rumieńce.- Głodna?
-Troszku- popatrzyła na kołdrę.
-To czemu mnie nie obudziłaś wcześniej?- podniósł się na łokciach.
Mimowolnie spojrzała na tors chłopaka.  Chociaż chłopak miał wiele blizn, które powinny odpychać czarownicę, ona pokochała je.  Chłopak ściągnął kołdrę, którą był przykryci.  Złapał ją za biodra, przez co musiała go objąć nogami.  Policzkiem przytuliła się do torsu chłopaka, poczuła silne dłonie na plecach. Wreszcie była szczęśliwa…
SEBASTIAN
Posadził osobistego anioła na blacie.  Lecz zanim zabrał dłonie z jej bioder, złożył na ustach krótki pocałunek, który przerodził w burzę namiętności.  Koszulka dziewczyny podwinęła się do góry, przez co miał idealny dostęp do nagiej skóry.   Romantyczną chwile zepsuła dziewczyna, a dokładnie brzuch dziewczyny. Wybuchnął śmiechem.
-Ktoś tu domaga się jedzenia- na jego ustach zagościł szeroki uśmiech.
-Pomóc ci?
-Nie.
-Ale ja chcę ci pomóc!- spojrzała w jego oczy i od razu tego pożałowała.
Zielone oczy poszły w niepamięć. Teraz czarne oczy patrzyły na nią z nienawiścią.  Skuliła się.
-Jesteś taka głupia? Nie rozumiesz słowa „nie”?- złapał ją za nadgarstki.
-Sebastianie… to boli- zaszlochała.
Chłopak od razu ją wypuścił i cofnął się o krok. Czuła, że walczy ze sobą. Ze swoim osobistym demonem. Po długim minutach, zieleń, którą kochała wróciła na swoje miejsce. Wróciła do poprzedniej pozycji. Zielonooki zrobił krok i przytulił do siebie czarownicę. Głaskał ją po plecach i szeptał przeprosiny we włosy.
- Po południu zobaczysz się z moim ojcem.
-Okey- powiedziała z dziwną nutką głosie.
-Ale najpierw śniadanie.- rzekł radośnie.
Teraz to on był szczęśliwy…
MAGNUS
Przeklinał swojego najlepszego przyjaciela. Płonący list zgasł dopiero po dłuższym czasie. To znak, że Ragnor jest bardzo zajęty przez co nie szybko przeczyta list. Zdenerwowany podpalił kot swojego kota. Biedny futrzak musiał wskoczyć do wazony pełnego wody przez co wyglądał niekorzystnie. Prychnął oburzony i pobiegł na górę w myślach przeklinać swojego pana.
Wielki Czarownik Brooklynu nie mógł usiedzieć w miejscu w jego głowie była prawdziwa wojna myśli. Zastanawiał się gdzie mógł popełnić błąd, zrobił wszystko, aby jego córka była bezpieczna. Usiadł na sofie i napił się zimnej kawy, którą „zamówił” w Itace. Gorzki płyn wypełnił jego gardło, pożałował tego. Usłyszał pukanie. Strzelił palcami i drzwi otworzył się z hukiem.  Osoba bez wahania weszła do pomieszczenia, znajomy zapach perfum dotarł do jego nozdrzy. Aleksander Lightwood usiadł na sofie  obok czarownika i napił się zimnej kawy, która była na stoliku. Jego twarz nabrała grymasu. Magnus kątem oka oglądał poczynania nocnego łowcy po czym prychnął. Ten głupi gest niebieskookiego w jakiejś części rozśmieszył czarownika.
- Czemu my musimy walczyć za ten świat? – spytała lec bardziej do siebie niż Magnusa.
-Bo ludzie są słabi, boją się swoich lęków. Wyobraź sobie dorosłego mężczyznę, który wygląda jak twardziej ale zobaczy swój najgorszy koszmar przed sobą. Jak myślisz co zrobi? Będzie walczył czy ucieknie? Nawet jakby chciał to nie miałby czym. Jesteście darem nieba, czy wam się to podoba czy nie.
Aleksander już szykował się na odpowiedzenie na „ Jesteście darem nieba, czy wam się to podoba czy nie.”  ale ciche pukanie przerwało  rozmowę dwójki mężczyzn. Czarownik i nocny łowca zerwali się z sofy i pobiegli do drzwi. Za drzwiami  stała babcia, która znikała.  Zaskoczeni nic nie zrobili. Wpatrywali się w kobietę, która zniknęła i zostawiła koszyczek a w nim zielone dziecko.  Mags podniósł koszyk i z Aleciem wrócili do salonu. Przez pół nocy dyskutowali  co z małym czarownikiem zrobić. Wreszcie postanowili, że je zaadaptują i nazwą  Malec.
KIN
Siedziała sama w salonie ubrana w białą sukienkę. Sebastian musiał gdzieś pójść nie był z tego powodu zadowolony wręcz nie przeciwnie… wkurzony.  Rozejrzała się po pomieszczeniu nie było za czysto.  Pokręciła głową.
-Jeśli mam tu mieszkać, to musi być czysto.
Pobiegła do kuchni i wyciągnęła worek na śmieci.  Zanim zabrała się za sprzątanie ubrała na siebie kapcie , które wyglądają jak małe kaczuszki. Wybuchnęła śmiechem i zabrała się do pracy. Po godzinie cały dom lśnił czystością. Zmęczona usiadła na krześle. Przed nią leżały dwa worki najróżniejszych śmieci. Otarła mokre czoło.  Nawet nie zdawała sobie sprawy, że jest obserwowana…


Krótki?  Wiem.
Zmęczona brakiem wakacji? Tak.
Zaraz koniec opowiadania? To dopiero początek!
Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie xD
Pytanko.

Widzicie zmianę u Sebcia? XD

piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział 23

Sebastian.
Dziewczyna z zaciekawieniem oglądała „ich” dom. Ubrana w  kwiecistą sukienkę biegała po domu. Runy oplatały jej ciało jak bat rękę Izzy.
Podchodziła każdego mebla i podnosiła różne przedmioty. Cierpliwie za nią szedł, jakby był jej cieniem.  Przegonił ciepło, które rozlało się po sercu. Nienawidził ludzkich uczuć. Miłość jest słaba. Kochać to niszczyć, a kochanym to zostać zniszczonym.
-Co to?- spytała unosząc szkatułkę z inicjałami J.C.
Rozszerzył oczy ze zdziwienia. W dwóch podskokach znalazł się przy niej i odebrał szkatułkę. Przestraszona cofnęła się o krok.
-Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Dotykaj.- wycedził.
-Przepraszam- wyszeptała i spuściła głowę.
Westchnął. Odłożył pudełko i złapał dziewczynę za nadgarstek. Dzięki wyczulonym zmysłom usłyszał przełknięcie śliny oraz szybkie bicie serca. Bała się niego. Był potworem. Z nadludzką siłą pociągnął ją do sypialni. Jego sypialni.  Popchnął na łóżku. Wystraszona odsunęła się od niego.
-Wiesz czego teraz potrzebuje?- warknął.
Oddychała głęboko.  Zielone oczy z ciemniały. Sebastian miał ją zaatakować ustami, sprawić ból jaki robi innym „kobietom”. Jeśli kobietę można nazwać, która jest demonem. Lecz ona pociągnęła go do siebie i… po prostu przytuliła. Przylgnęła całą siłą.  Obróciwszy się na plecy, poczuł jak włosy dziewczyny muskają jego policzek. Gorący oddech atakował jego szyje.  Zacisnęła oczy. Nie ruszała się. Jedynie unosząca się klatka piersiowa dawała oznaki, że żyje. Położył dłonie na jej plecach, zataczając kręgi na plecach, poczuł przyjemne dreszcze. Po dłużej chwili dziewczyna zasnęła, a on razem z nią. Z kłamstwem, które wyżerało go od środka.
Jestem potworem.
Jestem potworem.
Jestem potworem.

Magnus.
Kolejna nieprzespana noc.
Kolejne daremne szukanie.
Utrata wiary.
Samotnie upijał swoje smutki.
Zmusił resztę do wyjścia. Nie mógł na nich patrzeć. Ich dusze zalane smutkiem wprawiały go w bezradność. Westchnął. Wyczarował sobie ognistą i jednym duszkiem wypił zawartość szklanki. Wiedział, że to nie koniec.
ALEC
Połknął kilka tabletek, które powinny sprawić, że zmorzy go twardy sen.  Leżał w samym bokserkach, przykryty jedynie kocem. Mimo, że w pomieszczeniu panował gorąc, niewyjaśniony chłód przenikał jego ciało po same kości. Myśli toczyło zaciętą walkę. Serce rozpaczało.  Cisza dobijała. Po długich minutach powieki stawały się ciężkie, aż ukończyły swój bieg.
Znajdował się w swoim pokoju,  w łóżku. Wszystko byłoby okey gdyby… nie czarownica, która siedziała naprzeciwko niego. Zaskoczony usiadł prosto.
-A tobie co?- burknęła.
-Ale… ty… jak? Co do cholery?
-Hello its mi, nie jestem prawdziwa dziś. Takie tam czary- mary hokus pokus.- machnęła ręką.
Niebieskooki spojrzał na jej strój. Ubrana w kwiecistą sukienkę wpatrywała się w niego jak idiotę. Włosy opadały falami na ramiona (włosy miała powyżej pasa).
-Zrób zdjęcie zostanie na dłużej.- przewróciła oczami.- Teraz mnie posłuchaj, jasne? Jasne, jak brokat?- kiwnął głową.- Świetnie.
Przerzuciła włosy na jedną stronę i wzięła głęboki oddech. Twardo wpatrywała się w niebieskookiego.
-Musisz przestać szukać Sebastiana i mnie.
-Co?! Chyba zwariowałaś!- powiedział oburzony.
-Alec, ty nie rozumiesz.  Mam zadanie do wykonania, jeśli go nie wypełnię- przełknęła ślinę- Valentine wróci. Nikt nie przeżyje. On chcę zemsty.
-Poczekaj. Nie rozumiem.  Jakie zadanie?
-Muszę przywrócić dawnego Sebastiana. Sebastiana, który was uratował.  Sebastiana, który nie ma w sobie ani kropli demona.  Sebastiana, który unicestwi raz na zawsze Valentine- ostatnie słowa powiedziała z obrzydzeniem.
-Ale…- zaczął nie mogąc dobrać słów.
-Musze przy nim tylko być.- westchnęła.- To brzmi dziwnie ale muszę to zrobić.
-Kin powiedzieć chociaż gdzie będę mógł cie odnaleźć?
-Odpowiedz to: Clary i Maks.
-Nie rozumiem!
-Lustro- dziewczyna zaczęła się rozmazywać.
-Kin!- wrzasnął.
Otworzy gwałtownie oczy.  Serce dudniło mu w piersi jak oszalałe. Pot spływał strużkami po ciele. Wyskoczył z łóżka i pobiegł do łazienki. Oparł się o zlew i spojrzał w lustro. Oczy przekrwione. Kilkudniowy zarost. Cienie pod oczami. Westchnął nabrał zimnej wody i opłukał twarz. Skarcił się za niechlujstwo. W łazience odbył wszyscy potrzebne czynności aby doprowadzić się do stanu normalności. Jednak myśli przeszkadzały w skupieniu się. Kilka razy pokaleczył sobie brodę, przez co musiał użyć Iratze. Nie ominęły go przekleństwa, które cisnęły m się na usta.
 Po godzinie wyszedł z pokoju. Skierował się prosto do salonu. Gdzie wszyscy siedzieli z ponurymi minami.
-Co jest?- spytał po czym usiadł koło Izzy.
Magnusa nie było. Zrobiło mu się przykro lecz nic nie powiedział. Doskonale wiedział, że czarownic potrzebuje czasu. Czas teraz jest jak złoto.
-Królowa Jasnego Dworu nie żyje- mruknął Parabatai- Nikt nie wie co się stało. Faire są w żałobie.
-Mamy  podejrzenie na pewną osobę…- zaczęła Isabella, kątem oka Alec dostrzegł, że Clary wyprostowała się.
-Sebastian- dokończył.-Posłuchajcie miałem dzisiaj sen z Kin.
-Parabatai wiem, że twojego życie seksualne jest na niskim poziome i domagasz się czegoś od Magnusa ale nie chcemy znać szczegółów.
-Jace- warknął- Nie o to mi chodziło. Nie przerywaj mi- zagroził mu palcem- Chodziło mi o to, że odpowiedz to : Lustro, Clary i Maks.
-Co ja?- spytał okularnik.
-Maks powiedz mi co ci się kojarzy się z Lustrem?- Isabella zmarszczyła brwi.
Poprawił okulary i po dłuższej chwili odpowiedział.
-Lustro kojarzy mi się z jeziorem Lyn w Idrisie. Ale  nie koniecznie musimy być to jezioro lecz brama. Valentine przywołał Anioła Razjela prosząc o przysługę… Nie… Czekajcie…
-Lustro to brama- powiedział powoli Simon, który teraz się odezwał- Połowa „zagadki” została rozwiązana ale o co chodzi z tobą, Clary?
-Nie wiem- wzruszyła ramionami- Idę zrobić kawę. Ktoś chcę?- wszyscy bez wyjątku poprosiły o napój, jedynie Maks poprosił o gorącą czekoladę.
Po kilku minutach ciszy przyszła Clary z parującym napojem. Jak zwierzęta rzucili się po napoje. Alec jednym łykiem wpił całą zawartość. Gorący napój patrzył go w język i przełyku.
-Już wiem!- wrzasnął Maks.
-Mów- rzucił Simon, który musiał ściągnąć mokrą od kawy koszulę. Nie był  z tego powodu zadowolony.
-Clary potrafisz dalej tworzyć runy?
-Tak-kiwnęła głową.
-Pamiętasz jak jakie runy używałaś aby otworzyć bramę…
-Sugerujesz, że Clary ma otworzyć bramę, aby…
-Znaleźć tego dupka, który zabił połowę nocnych łowców, nie wspominając o podziemnych?- Simon wzruszył ramionami- No co?
-Jest jedno ale…- zaczął Alec- Brama przeniesie osobę, która wiem gdzie chcę iść. A nie wiemy gdzie oni są.
-Moje obrazki wiedzą…- szepnęła Clary, po czym wybiegła z salonu i wróciła z pustymi rękami- Nie mogę ich znaleźć kładłam je na pewno na parapecie !
-Clary- Jace złapał ją za nadgarstki- Wszystkie rysunki oddałaś Magnusowi, aby ten wysłał je Ragnor ‘owi nie pamiętasz?
-No super! Gdyby mamy jakiś punkt zaczepienia brakuje nam tylko kluczowego elementu…- prychnęła Izzy.

-Zaraz napiszę ognisty list do Magnusa… A w tym czasie ćwiczę jakby zaraz miała być wojna. Clary dopóki sprawa się nie rozwiąże, nie mów nic swojej matce. Jeszcze tego nam brakuje. Izzy, Maks, Jace ani słowa mamie. Musimy ją gdzieś wysłać…- przeczesał włosy.- Niech Razjel ma was w opiece.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Reklama!

Serdecznie zapraszam na bloga Essi Daven!
https://fotoblogewapalac.blogspot.com/

Prowadzi ona bloga fotograficznego :D

PS, Rozdział pojawi się już niedługo na razie mam dużo pracy !

poniedziałek, 25 lipca 2016

ROZDZIAŁ 22


20 DNI MINĘŁO OD DODANIA ROZDZIAŁU O KURDE..
KIN
Każdy z nas miał sytuacje, gdzie ciało brało kontrole nad wszystkim.
Niechciane słowa wychodziły na jaw.
Krzywda bliskich.
Płacz.
Ból.
Samotność.
Nasze własne  demony.
Mój własny demon…
„Bo moje demony mnie przywiązały
Jedwabnymi łańcuchami owiniętymi wokół mojej duszy
To wydaje się oczywiste, że powinnam z tym skończyć
Ale moje demony przejmują kontrolę
Jak ciemne grzechy w mojej duszy
Wiem, że to wydaje się oczywiste że powinnam z tym skończyć
Oh, nie, one są tylko demonami” *
SEBASTIAN
Przywołał ojca ponownie, czekając z zniecierpliwieniem na rozkazy. On (jak to miał w zwyczaju) poniżył swoje syna wyzywając od najgorszych. Niszcząc  ostatnie cząsteczki człowieczeństwa…
-Zabił Królową Faerie w godzinie, gdy księżyc będzie sięgał zenitu. Jej krew przelej do zniszczonego Kielicha Demonów. Zmieszaj są krew z dawnych potomków anioła(Faerie) a potem w usta niewiasty zalej aż cały płyn wypełni jej gardło, w ten otworzy oczy  i dopełni swoje zadania. Clave upadnie. Nocni Łowcy polegną. Nastaną nowe czasy! Valentine powróci!
Po wykrzyczeniu słów zniknął  i powrócił do otchłani. Białowłosy chłopak odetchnął z ulgą. Nie czekając ani chwili dłużej skontaktował się z Królową poprzez dawno skradzione pierścienie. Nie czekając długo dostał odpowiedź. Na jego usta wkradał się chytry uśmiech. Czarne oczy zabłysły wrogo.  Pobiegł do pokoju aby przygotować się na „spotkanie”, które będzie głośne w całym świecie Cienia.
***
Ubrana jak zwykle pięknie, kusiła chłopaka swoimi atutami. On wiedział, czego pragnie. Położył dłonie na biodrze i mruknął seksownie. Drażnił się z nią.  Palce wskazujący dotykał nagiej zimnej skóry. Poczuł pod palcami jak przechodzi ją dreszcz. Naiwna. Przechyliła głowę dając pozwolenie na z całowaniu połączenie między szyją a głową. Gwałtownie się cofnął i całą siłą popchnął kobietę na łóżko. Nie była zaskoczona wręcz przeciwnie zadowolona.  Chciała się ponieść się wyobraźni lecz on miał inne zamiary. W jego dłoni zabłysnął miecz, który jarzył się niebiańskim blaskiem . Zaskoczona rozszerzyła oczy, po czym wpatrywała się martwo w sufit.
Na jego ustach zawitał uśmiech zwycięstwa. Krew, która płynęła z rany plamiło łóżko. Wyciągnął z torby kielich i napełnił naczynie do pełna. Z prawej kieszeni spodni wyciągnął stele i na drewnie narysował runę ognia. Ogień zaczął trawić wszystko wokół.  Spojrzał ostatni raz na kobietę i wyszedł z pomieszczenia. Królowa nie żyje!
MAKS
Przeklinał swój wzrost wszyscy (nawet Clary, która była zna, ze swojej niższości) patrzyli na niego z góry. Ich grobowe miny nie pomagały, jedynie Magnus próbował się uśmiechnąć (z marnym skutkiem ).
-Czemu się na mnie tak patrzycie?- wydusił w końcu.
-Potrzebujemy krwi, aby namierzyć Kin i Sebastiana.
-Okey… Ale do czego ja jestem potrzebny?
-Potrzebujemy twojej krwi groszku pachnący.- spojrzał na niego z przerażeniem.-Spokojnie nie będzie to bolało. To jakbyś… oddawał krew dla potrzebujących, którzy chcą przywołać demona.
-Marne pocieszenie- prychnęła Izzy.
-Dobrze, możemy już zaczynać?
-Zrobić wszystkim porządną kawę?- spytał Simon.
-Pomogę ci- powiedział Jace, wszyscy spojrzeli na blondyna zaskoczeni.-No co?- burknął- Dzień Dobroci dla zwierząt- mruknął.
-Pomóc wam?- rudowłosa spojrzała na nich z troską.
-Nie trzeba- pokręcili głową i poszli do kuchni.
Maks spojrzał na zamyślonego Aleca, który wpatrywał się beznamiętnie w punkt. Jego niegdyś niebieskie oczy utraciły blask.  Nie ruszał się, jedynie klatka piersiowa robiła coś co można nazwać „ Ja żyje spokojnie!”
-Maks!
-Tak?- pokręcił kilkakrotnie głową i zamrugał oczami.
-Podaj nadgarstek, postaram się zrobić do szybko i bezboleśnie.
Uniósł dłoń nad przezroczystym naczyniem, drżał ze strachu. Odwrócił głowę i spojrzał na Izzy, która wpatrywała się w niego  z troską. Po chwili poczuł silnie pieczenie i ciepłą ciec, która skapywała do naczynia. Przegryzł wargę z bólu. Na drugiej dłoni pojawiły się iskry. Poczuł jak magia zaczęła się wymykać z pod kontroli, przepływała przez ciało i trafia na ranę. Po chwili z rany zostaje zeschnięta krew.
-Tyle musi wystarczać na rytuał. Twoja magia rośnie w siłę jak widzę- uśmiechnął się Wielki Czarownik Brooklynu.
Isabella podeszła do niego i przytuliła. Odwzajemnił uścisk. Miał ochotę się rozpłakać. Był tylko dzieckiem, które miało ważne zadanie.
SEBASTIAN
Północ wybiła gdy wszystkie sowy wbiły się w powietrze. Położył niewiastę na zimne  łoże trawy.  Czekał aż księżyc będzie ku górze. Zniecierpliwieniem czekał. Słyszał taniec Faerie. Byli w rozpaczy. Najważniejsza osoba w ich królestwie umarła niewiadomą śmiercią. Nikt nie dowie się czyja to wina. Nikt nie wiedział gdzie ta kobieta się wybrała, z kim.  Podszedł do czarownicy, która jakby nic leżała oparta o drzewo. Przyłożył jej do ust kielich nasączony krwią. Podniósł podbródek i wylał płyn. Gdy naczynie było puste włożył je do torby i czekał. Dokładnie widział jak przełyka. Lewa ręka zaczyna drgać, po ułamku sekundy prawa. Wreszcie anioł otworzył oczy.  Reszta człowieczeństwa Sebastiana sprawiła, że chłopakowi zabrakło tchu.  Przełknął gule i czekał co dziewczyna zrobi. Zaciekawieniem rozejrzała się wokół, na jej ustach zagościł uśmiech.
-Cześć. Kim jesteś?- jej głos był weselszy niż nigdy dotąd.
-Jesteś moja.
  MAGNUS
Niecierpliwie spojrzenia skierowane w jego stronę nie pomagały. Z tysiąca nici próbował złapać tą właściwą. Umykała mu jak klucze, które musiał złapać Harry Potter. Gdy mu to się udało, zamarł. Ona, jego córka, Kin była w parku. Dostrzegł, że nie była sama. Po chwili jej nie było.  Kontakt się urwał. Jedyna pocieszna myśl „ Ona żyje”.
-Gdzie ona jest?- spytał Alec.
-Zadałeś złe pytanie. Gdzie ona była? W parku. Nie sama.
-Z kim?
-Sebastianem.
-Co?!- wszyscy zebrani krzyknęli chórem.
-Ona robiła tam z nim?
-USPOKÓJCIE SIĘ!- wrzasnął, po czym zmęczony opadł na sofę-  Nic z tego nie rozumiem. Pamiętacie jak wam opowiadałem jak pachnie każdy czarownik?- kiwnęli głowami- Bardzo trudno było mi wyczuwać ją. Jakby ktoś specjalnie ukrył jej zdolności, jakby… utraciła wspomnienia.
-Historia lubi się powtarzać- mruknął Jace.
-Ale po co? Czemu Sebastianowi bądź Valentine zależało na usunięciu tymczasowo magii Kin?
-Kin ma więcej krwi demona niż normalny czarownik. Jest aniołem i demonem w jednym nie jest Faerie ale nocnym łowcą.  Ukrycie jej mocy powoduje uległą, miłą, delikatną. Tworząc kogoś innego. Taka jest moja teoria- westchnął.
-Czekaj…- Simon zmarszczył brwi.-Kin nie jest człowiekiem?
-Jest. To jest skomplikowane nawet jak dla mnie- westchnął Magnus.


Przepraszam, że tak długo ale pracuje! A jak mam wolne to odsypiam ;/  Musze się do czegoś przyznać w pewnym momencie opowiadania zepsułam końcówkę przez co przyspieszyłam akcje ;-; Historia idzie szybciej niż myślałam -.o  Postaram się (jeśli ktoś jeszcze to czyta) dodanie kilku elementów, które miałam dać wcześniej.  MIŁYCH WAKACJI ŻYCZĘ!
Cytat z piosenki Against The Current- Demons został użyty na cele pokazania perspektywa Kin, gdy była związana ze swoim duchem w nietypowy sposób.

wtorek, 5 lipca 2016

Rozdział 21

SEBASTIAN
 Dziewczyna ważąca tyle co piórko,  była w jego ramionach.  Nie mógł powstrzymać się od ilustrowania twarzy anioła.  Długie rzęsy okalały policzki.  Długie brązowe włosy muskały ramiona blondyna. Klatka piersiowa unosiła i upadała. Wyglądała tak niewinnie. W głębi duszy pragnął dotknąć malinowych ust dziewczyny.  Chciał aby była bezpieczna z… nim.  Pokręcił głową, aby odgonić głupie myśli. Preferował związki, które opierały się na jednym.  Dotknął pierścienia i przekręcił odwróconą literkę „V” dwa razy. Przed pojawiła się fioletowa chmura, która bez mrugnięcia okiem wpadł.
Znalazł się w „swoim” mieszkaniu a dokładnie sypialni. Pokój Sebastiana nie grzeszył czystością. Po ostatniej imprezie (gdzie były same kobiety-demony) został bałagan. Nie chodziło o butelki po piwie bądź winie tylko o rozrzucane ubrania, które były jednorazowej przygody chłopaka.  Miał swoje potrzeby a na demoniczną osobę nie miał szans zachorować. Sam po części był demonem. Swój ciągnie do swojego.  Nie wielka ilość demonicznej krwi u dziewczyny sprawia u chłopaka coś czego nigdy nie czuł. Ale czy to na pewno demoniczna krew jest sprawką tego co czuje?
Położył czarownicę na łóżko i przykrył kołdrą. Sprawdził czy oddycha (dla niedoświadczonych podróż mogła spowodować uszczerbek na zdrowiu bądź natychmiastową śmiercią). Zamknął za sobą drzwi i powrócił do danej czynności.  Wysłuchanie dalszych rozkazów Valentine.
ALEC
Wytarł załzawione oczy. Wziął głęboki oddech i odłożył list na miejscu. Nie mógł ukryć podniecenia.   Całkowicie zapomniał o problemach! Ubrał na siebie kurtkę (mimo, że było lato nie chciał się pieprzyć się z runą niewidzialności) i wyszedł na dwór. Nie trudził się o zamknięcie drzwi na klucz, magiczna ochrona  wystarczająco odstraszała złodziejaszków. Listu też nie musiał pisać bo Wielki Czarowników Brooklynu wiedział kto kiedy jest w jego mieszkaniu.  Szybkim  krokiem skierował się do instytut, po drodze wpatrywał się w przyziemnych. Nie rozumiał ich pośpiechu  a zwłaszcza zatruwania życia, które jest tak krótko. Na przykład kobieta w ciąży piła wódkę. Przecież to szkodzi dziecku!  Właśnie przechodził koło całodobowego spożywczego, a tam? Jedenastolatek palił papierosy. Pokręcił głową  z niedowierzaniem. Ta dzisiejsza młodzież rozwala go. Kawałek dalej jaki bezdomny trzymał karton , który wymachiwały wokół siebie a napis głosił Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą…
-Najgorzej jak jesteś nieśmiertelnym…- mruknął Alec i naciągnął kaptur na głowę.
Westchnął. Wiele razy myślał o przyszłości. Magnus będzie żył wiecznie, on umiera każdego dnia. * Podniecenie zniknęła jak za dotknięciem magicznej różdżki.  Przyspieszył kroku. Czuł na sobie spojrzenia dziewczyn, które chętnie „pouczyły” się z nim anatomii człowieka. Przewróciła oczami. Gdy znalazł się przed swoim domem odetną z ulgą. Ściągnął kurtkę i zawiesił ją na wieszaku.  Ściągnąwszy buty wziął je do ręki i ruszył do pokoju.  Idąc do swojego pokoju nikogo nie spotkał- na szczęście. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać, miał ważniejsze sprawy na głowie. Rzucił okiem na drzwi przyjaciółki i wszedł do pomieszczenia. Wziął ubrania na zmianę i ruszył do łazienki.  Dokładnie wyszorował ciało i lodowatą wodą opłukał ciało. Porządnie wytarł się do sucha i ubrał świeże ciuchy. Od razu poczuł ulgę. Brudne wrzucił do kosza i wyguzdrał się  z pomieszczenia gdzie unosiła para wodna. Zamknął za sobą drzwi i bez pukania wbił się do pokoju Kin, której… nie było.
-Kurwa- powiedział zaskoczony.
Podbiegł do łóżka i wyrzucił powietrze w górę, mając na dzieje, że dziewczyna się pojawi.  Gwałtownie otworzył łazienkę i rozejrzał się wokół.  Alec przeklął głośno i siarczyście. Wydobył telefon z kieszeni i wybrał numer Jace.
-Nie wiem co robisz ale zbieraj naszych! Mamy poważny problem.- powiedział tonem, który nie akceptował sprzeciwu.
-Co jest?- Jace spytał niecierpliwym tonem, po drugiej stronie słychać wydobyły się jęki materaca.
-Kin została porwana. Wszyscy do salonu. Teraz- warknął .
Wybiegł z pomieszczenia.  Z trudem utrzymał równowagę, gdy wpadła jedno ze zbroi, które były w korytarzu. Wybrał numer do Magnusa. Po kilku długich sygnałach  czarownik odebrał.
-Nie mogę rozma…
-Kin została porwana.- przerwał.
-Zaraz będę.- rozłączył się.
Usiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach.   Wszystkie emocje buzowały w nim.  Był wściekły a zarazem smutny. Czemu jej nie pilnował? Kto mógł ją porwać? W jakim celu?
 Poczuł jak ktoś go klepie po ramieniu, uniósł głowę przed siedział parabatai, który wpatrywał się współczująco. Zaraz za nim byli jego przyjaciele. Przełknął gule.
-Powiedz co się stało. Nie umiem ci pomóc jeśli nie wiem o co chodzi- westchnął.
-Poczekajmy na Magnusa. Wszystko wam wyjaśnimy.- przegryzł dolną wargę.
***
-Przyjechałem jak najszybciej mogłem- wydyszał.
-Z tego co wiem to czarownicy mogą tworzyć bramy- zaczął Jace.
-Moja magia jest teraz osłabiona chłopcze- mruknął Magnus.
-Nazywaj mnie chłopcem- mruknął niezadowolony Jace.
-Jace! Mamy ważniejsze sprawy niż twoje fochy- zbeształa go Clary.
-Magnusie, Alecu powiedzcie o co chodzi.- powiedziała Izzy, Simon kiwnął głową.
-Wszystko zaczyna się od przeszłości Kin, nie wiele mogę powiedzieć…
MAKS
Siedział  w pokoju, próbując zebrać dziecięce myśli. Czuł się cholernie źle. Chłód przez dłuższy czas mu towarzyszył, pamiętał jakby to było wczoraj czarne oczy demona zamieniające się na szmaragdowe takie same jak u Clary, wtedy kiedy go ratował przed innymi.  Sebastian to imię sprawiało, że na ciele pojawiała się gęsta skórka.  Demon, który go uratował. Demon, który pomógł. Demon, demon, demon… Sebastian. Westchnął. Musiał z kimś porozmawiać. Idealna osobami było jego rodzeństwo. Ubrał kapcie i poczłapał do ich pokoju, niestety nikogo nie znalazł. Zmarszczył brwi, poprawił okulary tylko jedno pomieszczenie w całym instytucie przychodziło mu na myśl, salon.   Pobiegł ile sił w krótkich nogach i za dużych kapciach. W salonie wszyscy siedzieli jak na szpilkach wsłuchując się w opowieść Aleca i Magnusa. Nikt nie zwrócił na niego uwagi.
-… Nie znam więcej szczegółów.
-Izzy, Alec musimy porozmawiać- wybełkotał, wszystkie spojrzenia skierowały się na niego, potarł bezradnie ramiona.
-Maks wracaj do pokoju, potem pogadamy- powiedziała szorstko Izzy.
Chłopiec naburmuszył się, nienawidził tego jak go traktują. Z ostatniej chwili udało mu się schować ręce za siebie, fioletowe iskry muskały jego dłoń.
MAGNUS
Magnus zmarszczył brwi. Czuł coś czego nie mógł opisać.  Gdy młody Lightwood wszedł do pomieszczenia przez moment wydawało mu się, że jego córka była tuż, tuż. On miał w sobie magie. Doskonale o tym wiedział ale miał pojęcia, że chłopiec ma taki sam zapach Kin.  Każdy czarownik młody czy stary ma swój określony zapach, jego stary przyjaciel Ragnor pachniał olejkiem kokosowym, natomiast Kin mleczną czekoladą. **
Maks tak samo pachniał. NIGDY nie było czarowników, którzy pachnęliby tak samo. To niemożliwie.
-Ale Izzy to ważne!- wrzasnął, wszyscy wpatrywali się w niego zaskoczeni, mimo tego brunetka zachowała zimną krew.
-Maks. Wracaj. Do. Pokoju. Natychmiast.- Magnus wychylił się i zerknął na dłonie chłopaka, iskier było coraz więcej.
-Do cholery jasnej!- wrzasnął, dłonie uniósł ku górze, pokazując jak jest zdenerwowany- Chodzi o Sebastiana!
-M-Maks co… ty masz na dłoniach?- zarumienił się.
-Maks- Simon odkrząknął- Chcesz nam coś powiedzieć?
Magnus zirytowany przewrócił oczami.
-Maks jest czarownikiem ale nie takim jak ja bądź Tessa. Jest inny. Nie jest zmiennokształtnym tylko „ulepszonym” nocnym łowcą.- Niebieskooki zacisnął usta wąską kreskę.
Magnus bardzo dobrze wiedział jak ukochany się teraz czuł. Zdradzony. Oszukany. Westchnął. To będzie długi dzień.
-Ty wiedziałeś?- Jace skierował to pytania do Aleca.
-Ja.. nie wiedziałem.
-Kin wiedziała, ona mnie uczyła.- szepnął Maks.
-Jak ją znajdę to ją zabije!- warknęła Izzy.
-Uspokój się- szepnął Simon.
-Jak ją znajdziemy!- rzucił szorstko Jace.
-Poczekajcie!- krzyknęła Clary.
Wszyscy spojrzenia skierowały się na rudowłosą, która od dłuższego czasu nic nie mówiła.  Oparła o kolana wsłuchiwała się we wszystko co kto mówiła.
-Muszę ja też wam o czymś powiedzieć, poczekajcie- mruknęła.
Po kilku męczących w ciszy minutach pojawiła się dziewczyna z szkicownikiem w ręku.
-Kochanie my już znamy twoje…
-Zamknij się. Po prostu się zamknij- wzięła głęboki oddech i powiedziała wszystko co zataiła przed swoimi przyjaciółmi.
Zaczynając od dziwne przeczucia do rysunków brunetki o długich włosach w dziwnych dla Clary sytuacjach. Alec poprosił z niecierpliwieniem  o  obrazy, które sprawiły, że rozszerzył oczy ze zdziwienia. Bez słowa podał kartki Magnusowi, który zareagował tak samo jak niebieskooki.
-Powiecie o co chodzi?- spytał Jace- Chyba, że to jakaś tajemnica- Clary wyczuła, że te ostatnie słowa były kierowane do niej ale jej głowa była zajęta czymś innym.
-To na pewno ona. Włosy nawet podbródek się zgadza- mruknął Alec.
-To na pewno ona- skwitował Magnus, po czym usiadł na wolnym siedzeniu, niebieskooki uczynił to samo.
-E.. Kto to?- spytał Simon podrapał się po czole, gdzie widniała blizna w kształcie pioruna.
-Kin- powiedział Malec.
-Czekaj, czekaj- Izzy uniosła się z siedzenia- Maks powiedz o co chodzi ci z Sebastianem.
-Poczułem zimno, zimno, które czułem tylko przy nim dość niedawno. Jakby był w pokoju obok mnie- przegryzł nerwowo wargę i poprawił spadające na nos okulary.
-Kin, Sebastian, Maks…- zaczęła wyliczać Clary- Wszyscy mają w sobie krew demona…
-Kin i Maks pachną tak samo.- rzucił Mags, wszyscy spojrzeli na niego jak na wariata, on tylko prychnął i wielkim skrócie powiedział o co mu chodziło- Czyli można wywnioskować, że mają tego samego ojca.
-Ale jego ojcem jest Robert Lightwood!- wrzasnęła Izzy.
-Owszem- poczekał chwilę, po czym kontynuował- Zanim Maks został spłodzony, wasz ojcem spał z demonicami, które zostawiły mu swoje „komórki” abrakadabra Maks ma magiczne moce. Rozumiecie?
-Maks proszę wrócić do pokoju- powiedziała Izzy, kiwnął głową i uciekł.
-Maks wyczuł Sebastiana w pokoju Kin…- zaczął Alec.
-… Czyli znowu Sebastian jest głównym punktem.- skończył za niego Jace
-Ale  nie wiem jak szukać tle razy szukaliśmy!- burknął Simon.

-Nie ma Sebastiana ani Kin ale mamy Maksa. Potrzebujemy trochę jego krwi aby przywołać demona,  wtedy będziemy wiedzieć gdzie jest Sebastian. Potem będzie MOŻE z górki. Ale to jutro. Nie mam na to sił. Moja magia jest słaba…

MIAŁ BYĆ PO 8 ALE DAŁAM RADĘ I NAPISAŁAM WCZEŚNIEJ NIE POWIEM AKCJA SIĘ ROZKRĘCĄ :D